Drogi Rodzicu, przyjmij do wiadomości, że rozkazywanie, proszenie grobowym głosem, przekupywanie i szantaż, w temacie obowiązków domowych, zwyczajnie w dzisiejszych czasach nie działa. Jeśli przez przypadek zadziała, to tylko przez krótki czas a pozostawi po sobie zgliszcza w postaci poharatanej psychiki, strachu i zachwianych relacji między rodzicami a dziećmi. Taka jest niestety bolesna prawda.
W ostatnich czasach bardzo modne stały się hasła: bezstresowe wychowywanie dzieci, wychowywanie bez kar i nagród, rodzicielstwo wartości. Facebook, aż roi się od bardzo ładnych memów, promujących powyższe wartości. Tylko jak to przełożyć na codzienność? Jak zrealizować, te szczytne założenia, w realnym a nie facebookowym życiu i nie skończyć w domu wariatów mając wrażenie, że jest się tam na urlopie – bo jest spokojniej 🙂 ?
Mechanizm nagrody
Z pomocą przychodzą nam niezawodni, amerykańscy naukowcy. Idąc za ich przykładem, postanowiliśmy wykorzystać mechanizm powstawania nawyków, o którym szerzej możecie przeczytać tutaj, a konkretnie mechanizm powstawania nagrody i nawyku. Naukowcy bowiem, badając reguły powstawania nawyków, niejako przy okazji, odkryli mechanizm powstawania nagrody w ludzkim mózgu.
Okazuje się, że nasze mózgi doskonale reagują na nagrody. Choćby najdrobniejsze. Przykładowo, jeśli chcemy zacząć codziennie rano biegać, nie wystarczy silna wola. Potrzebny jest jeszcze mechanizm nagrody, który będzie nas motywował do działania.
Tak na marginesie, silna wola jest przereklamowana. Niestety, codziennie rano budzimy się z bardzo małym zasobem silnej woli. Każda decyzja, którą podejmujemy, powoduje, że silnej woli ubywa. I tak po podjęciu około 10 dowolnych decyzji, silna wola bezpowrotnie już tego dnia znika, a pojawiają się usprawiedliwienia, dlaczego czegoś nie zrobiliśmy.
Trenerzy rozwoju osobistego już od lat zachęcają, do zaczynania dnia bez smartfonów, radia, czy telewizji. Dlaczego? Ponieważ każda mikro decyzja, np.: co przeczytać w socialmedia, który post polajkować, a nawet jakiej stacji radiowej posłuchać, powoduje wyczerpywanie zasobów naszej silnej woli. Oto recepta na optymalny początek dnia, według specjalistów od rozwoju osobistego:
- po pierwsze coś dla ciała – śniadanie, ćwiczenia
- po drugie coś dla duszy – modlitwa, medytacja
- po trzecie coś dla pracy – trzy najważniejsze rzeczy tego dnia
- potem cała reszta – odpisywanie na maile, przeglądanie socialmedia, czytanie najważniejszych newsów z portali informacyjnych itd.
Dzięki takiemu podejściu, zawsze wystarczy nam sił na podjęcie działania w najważniejszych obszarach naszego życia. A jeśli zabraknie nam silnej woli na inne rzeczy, to trudno, nic się strasznego nie stanie.
Wracając do mechanizmu powstawania nagrody w ludzkim mózgu. Chcąc wyrobić sobie nawyk, codziennego biegania, jak wspomnieliśmy, potrzebna jest nagroda. Naukowcy przeprowadzili eksperyment. Polegał on na nagradzaniu mikro nawyków, składających się na konkretne działanie. Pierwszym mikro nawykiem, przyszłego biegacza, powinno być zakładanie butów do biegania. Nagrodą więc za założenie butów, był mały smaczny baton energetyczny, który co ważne, leżał przy butach. Za każdy przebiegnięty lub przemaszerowany dystans, biegacz otrzymywał następne mikro nagrody np.: odpowiedni status w mediach społecznościowych + lajki, ulubiony napój lub kawałek ulubionej pizzy. Za każdym razem, po otrzymaniu mikro nagrody, obserwowano zwiększony poziom dopaminy w organizmie biegacza.
Dopamina, potocznie nazywana “hormonem szczęścia”, jest neuroprzekaźnikiem produkowanym i uwalnianym przez komórki nerwowe znajdujące się w mózgu oraz rdzeniu kręgowym. Dopamina oddziałując m.in. na układ limbiczny, kontroluje procesy psychiczne oraz emocjonalne, poprawiając nastrój, dając energię do działania, wspomagając koncentrację, zwiększa motywację do powtarzania konkretnego zachowania oraz powoduje uczucie euforii. Co ciekawe, jeśli chcemy zachować wysoki poziom dopaminy w mózgu powinniśmy ograniczyć ilość wypijanej kawy. Niestety, kofeina po chwilowym pobudzeniu neuroprzekaźników w mózgu, zmniejsza ilość dopaminy.
Po 30 dniach prowadzenia eksperymentu, zaczęto zabierać nagrody. Jednak okazało się, że mózg wciąż produkował dopaminę po wykonaniu czynności, które wcześniej były nagradzane. Wniosek: mózg zaczął się sam nagradzać, po wykonaniu konkretnej czynności, więc powstawał pozytywny nawyk.
Ten właśnie mechanizm, postanowiliśmy wykorzystać przy wprowadzaniu domowych obowiązków.
System “buźkowy”
Wprowadzanie obowiązków domowych zaczęliśmy około 4 lat temu. Były to czasy gdy modne dzisiaj idee, nie były jeszcze tak modne oraz nam w ogóle nieznane. Zaczęliśmy klasycznie. Od systemu kar i nagród. Wydrukowaliśmy kartkę A3 z pięcioma rzeczami, na które chcieliśmy zwrócić uwagę naszym dzieciakom. Była to lista dostosowana do ich wieku, czyli lista wyzwań dla 4 latki i 6 latka:
- mycie zębów rano
- porządek w pokoju
- ładnie zjedzony obiadek
- zachowanie na spacerze
- mycie zębów wieczorem
W pierwszej kolumnie były nasze oczekiwania w pozostałych dni tygodnia. W pustych kratkach były wstawiane buźki: uśmiechnięta (jeśli było ok), neutralna (jeśli było coś nie do końca dobrze), smutna (jeśli było źle).
Kratkę zalaminowaliśmy w punkcie ksero. Dzięki temu mogliśmy pisać po niej pisakami i nie trzeba było co tydzień drukować nowej kartki. To było bardzo praktyczne rozwiązanie. Nie mieliśmy szansy na usprawiedliwienia, że nie wydrukowaliśmy kartki, więc w tym tygodniu nie będziemy robić ocen 😉 .
Kartkę umieściliśmy na kuchennej ścianie. Zawołaliśmy dzieciaki oraz nianię i wytłumaczyliśmy, że od jutra rozpoczynamy grę, w której będzie można zdobywać buźki za różne zachowania, które są na kartce. Oczywiście “buźki” mogła wstawiać niania i rodzice.
Dzieciaki zaangażowały się w grę od razu. Przez pierwsze tygodnie, wszystko działało tak jak sobie zaplanowaliśmy. Dzieciaki rywalizowały między sobą, kto będzie miał więcej buziek uśmiechniętych. Na początku, system nie wymagał żadnych nagród. Same uśmiechnięte buźki wystarczały. Po kilku tygodniach, zaczęły pojawiać się buźki neutralne i smutne. Dzieciaki zauważyły, że czy są uśmiechnięte czy neutralne nie ma to znaczenia, więc po co się starać? No to wprowadziliśmy nagrody: jeśli cały tydzień był “uśmiechnięty” to dzieci dostawały nagrodę w postaci specjalnego deseru w niedziele. Podziałało, ale znów po kilkunastu tygodniach, przestało działać. Po pół roku, gra okazała się nieskuteczna. Gdzie popełniliśmy błąd?
Pierwszym błędem z naszej strony było ocenianie dzieci poprzez dawanie im buziek. Zamiast zbudować w nich potrzebę mycia zębów, porządku w pokoju czy jedzenia obiadu, chcieliśmy ich oceniać jak pracowników w korporacji – ustawiliśmy im KPI (Key Performance Indicators) i codziennie ocenialiśmy ich realizację.
Drugim błędem było przekonanie, że wystarczy gra, aby dzieci realizowały, to na czym nam zależało. Jednak były to nasze cele a nie ich. A system kar i nagród w ogóle się nie sprawdził, bo sprytne dzieciaki, po początkowej fascynacji, zawsze znajdowały sposób na “ogranie” systemu lub jego zignorowanie.
Efekt: gra nauczyła dzieci, że są oceniane i na nasze zadowolenie muszą zapracować. Niestety w tym wieku dzieci nie rozróżniają zadowolenia rodziców od ich miłości (która powinna być bezwarunkowa zawsze i wszędzie). Prowadziło to do strachu, że mama i tata nie będą zadowoleni, więc nie będą nas kochać, a jednak niechęć do realizacji nieswoich celów i tak wygrywała.
Poszukiwania
Zaczęliśmy podejrzewać, że robimy coś nie tak. Zaczęliśmy szukać informacji jak można skuteczniej motywować dzieci w codziennym życiu. I tak trafiliśmy na system nawyków i nagrody, która w sumie nagrodą nie jest.
Jeśli chcesz możesz zarobić… złotówkę
Gdy dzieci miały 7 i 9 lat wprowadziliśmy kieszonkowe. Zasady kieszonkowego były proste: kieszonkowe jest co tydzień i wynosi 5 zł (dzisiaj kieszonkowe to 10 zł – im większe dzieci tym większe potrzeby 😉 ). Do tego dodaliśmy zasadę zbierania na konkretny cel. Poprosiliśmy, aby dzieciaki znalazły coś, co bardzo chciałyby mieć np. kubek z nadrukiem z Minecraft, maskotkę jednorożca itp. która mieści się w budżecie miesięcznym 20 lub 40 zł.
Następnie, taką rzecz drukowaliśmy i wieszaliśmy na ścianie w pokoju dzieciaków. To był ich cel do uzbierania. Pod wymarzoną rzeczą robiliśmy “progress bar”, czyli cztery puste prostokąty, które po zebraniu 5 lub 10 zł były zamalowywane – miało to wizualizować, ile jeszcze zostało do osiągnięcia celu.
Zbiórka na cel udawała się średnio co drugi raz, ponieważ kieszonkowe rozchodziło się na bieżące przyjemności 🙂 np. słodycze.
Aby usprawnić zbiórki na cel, wprowadziliśmy dodatkową możliwość – możesz zarobić złotówkę. Wyceniliśmy wszystkie możliwe do robienia przez 7 i 9 latka rzeczy w naszym domu. Każda praca była warta dokładnie 1 zł. Listę zebranych rzeczy – czyli domowych obowiązków – powiesiliśmy na lodówce. Lista była taka sama, pomimo różnicy wieku, zarówno dla 7 latki jak i 9 latka. Dla Ewy dodatkowo narysowaliśmy piktogramy, aby łatwiej orientowała się co może zrobić. I tak zaczął się etap zarabiania. Przykładowa lista obowiązków domowych na etapie 7-9 latka:
- posprzątanie kuwety kota
- wyprowadzenie psa rano
- wyprowadzenie psa wieczorem
- załadowanie zmywarki
- rozładowanie zmywarki
- wyprasowanie koszulek
- załadowanie pralki
- rozładowanie pralki
- poskładanie wypranych rzeczy
- przygotowanie kolacji
System zadziałał doskonale. Jeśli brakowało jakiś “paru złotych” do realizacji marzenia – dzieciaki wiedziały co mają zrobić. Nauczeni poprzednim doświadczeniem systemu “buźkowego”, tym razem zbudowaliśmy w dzieciach potrzebę w postaci ich własnego celu. Była to prosta reguła, że ich marzenia nie mają granic. Chcieliśmy zasiać w nich pewność że mogą realizować swoje marzenia szybciej lub wolniej, jednak tempo zależy od nich. W ten sposób zupełnie wyeliminowaliśmy system kar i nagród przyznawanych przez nas.
Modyfikacja systemu złotówkowego
Po około roku, od wprowadzenia systemu złotówkowego, wprowadziliśmy pewną modyfikację. Zgodnie z założeniami naukowców – pozytywny nawyk wynikający z pracy i nagrody, już się wytworzył, więc postanowiliśmy część obowiązków, które wcześniej były wycenione przenieść do obowiązków domowych, wykonywanych za darmo jako wkład w “nasz wspólny dom”.
Jak zawsze, zrobiliśmy rodzinne spotkanie w kuchni. Pokazaliśmy dzieciakom naszą listę zadań, którą robimy dla naszego domu. Pojawił się więc przykład, że nawet rodzice, poświęcają część swojego czasu, aby dom był czysty, lodówka pełna a pranie wyprane i wyprasowane.
Aby trochę osłodzić, przejście niektórych czynność z systemu złotówkowego, na obowiązki domowe, czyli za darmo, zrobiliśmy: puszkę z orzechami. Za każdy, zrobiony obowiązek domowy, wrzucaliśmy orzech do puszki. Jak puszka się zapełniła (średnio raz na dwa miesiące codziennych obowiązków), robiliśmy jakąś rodzinną przyjemność np.: wyjście na lody do ulubionej kawiarni.
Modyfikacja przyjęła się bez problemów. I działa skutecznie do dziś.
Wychowywanie bez kar i nagród
Wprowadzenie możliwości zarobienia złotówki, spowodowało wytworzenie pozytywnych nawyków, które po pewnym czasie same zaczęły się nagradzać. Jak to się ma do wychowywania bez kar i nagród? Wydaje się, że spełnia założenia tego modelu wychowawczego. Pomimo pojawienia się mechanizmu “nagrody”. Bardzo ważnym elementem rozróżniającym od nagradzania przez rodziców za realizację celów rodziców, jest wewnętrzna potrzeba dziecka, osiągnięcia własnego celu i wolna wola dziecka w tempie jego realizacji.
Wolna wola, pozwala dziecku na wybór: albo coś zrobię, albo nie zrobię. Niezależnie od wyboru dziecka, relacja z rodzicami jest bezpieczna – bo nie podlega rodzicielskiej ocenie, a dziecko nie boi się, że straci akceptację lub miłość rodziców, bo nie posprzątało pokoju, lub nie wypakowało zmywarki. Konsekwencją, niezrobienia danej rzeczy, jest tylko odroczenie w czasie osiągnięcia założonego przez dziecko celu.
Aktualnie nasze dzieci chętnie wykonują obowiązki domowe. Choć czasem potrzebują przypomnienia, że trzeba je wykonać 😉 . Mają również prawo do odmówienia ich wykonania, a my jako rodzice to szanujemy. Pamiętajmy, że dzieci to mali dorośli. My również dajemy sobie prawo do nie zrobienia czegoś w danym momencie i odkładamy sprawy na później – gdy będziemy mieli więcej czasu lub energii. Nie możemy odmawiać tego prawa dzieciom, tylko dlatego, że mamy nad nimi władze i możemy je zwyczajnie do czegoś zmusić.
Powielanie nawyków – czyli jak zarobić na psa
Na początku kwietnia Ewa i Tymek, przyszli do nas z pomysłem zakupu wymarzonego psa. Marzeniem naszych dzieci jest pies rasy shiba inu z Japonii. Ponieważ mamy już jednego psa, wiemy że dzieci potrafią się nim zaopiekować i zdają sobie sprawę z ilości obowiązków, wynikających z posiadania psiaka. Jednak na przeszkodzie stanął koszt zakupu shiby. Ponieważ, jest to pies rasowy, modny oraz jest niewiele hodowli tej rasy w Polsce, cena szczeniaka waha się pomiędzy 3000 a 5000 zł. Kwota kosmiczna.
Jednak dzieciaki, po uzyskaniu naszej zgody na zakup, same wyszły z inicjatywą “zarobienia na psiaka”. W niedzielne popołudnie, wykonały skarbonkę i 7 punktowy plan jak zarobić na wymarzonego shiba inu.
Najpierw zebrały wszystkie swoje drobniaki, przeliczyły i zapisały na kartce w skarbonce:
“7 kwietnia 2019: 11,26 zł”. To była ich kwota startowa.
Cel: w ciągu 2 lat uzbierać/zarobić na Shiba Inu minimum 3000 zł.
Poniżej plan zarobienia tak “kosmicznej” kwoty:
- rodzinna aukcja obrazów autorstwa Ewy
- pomóc dziadkowi w sprzedaży kiszonej kapusty na rynku
- naklejanie nalepek na pojemniki do kiszonej kapusty
- sprzedaż na rynku własnoręcznie wykonanych palemek wielkanocnych
- sprzedaż na rynku i w Internecie własnoręcznie wykonanych zajączków wielkanocnych
- sprzedaż na rynku pisanek zdobionych silikonem lub woskiem
- podczas każdych urodzin sprzedaż wśród rodziny samodzielnie upieczonych rogalików
Efekt? Po 10 dniach, czyli 17 kwietnia, dzieciaki miały własnoręcznie zarobione 400 zł oraz wielkie poczucie dumy, że zrealizowali część swojego planu.
Wygląda na to, że nawyk realizacji własnych marzeń, zaczął działać na pełnym automacie 🙂 .
Grafika użyta w banerze wpisu, pochodzi z serwisu freepik.com, i została zaprojektowana i udostępniona na zasadach licencji publicznej przez: Designed by Vectorpocket Bardzo dziękujemy Autorowi za wielkoduszność!













