Wiadomo, że konstrukcja dziecka, jest wciąż jednym z cudów inżynierii wszechświata, który nie został dokładnie poznany. “Naukowcy z Bierutowic” wciąż się zastanawiają jak to możliwe, że dzieci łączą w sobie właściwości super oporników (łatwo tą funkcje “wywołać” prosząc aby zjadły np. brokuły) z super nadprzewodnictwem (gdy chodzi o granie na kompie, jedzenie słodyczy i robienie wszystkiego co rodzice “nie zalecają” włącza się ona samoistnie). Dodatkowo możecie mieć pewność, że nasze dzieci są zupełnie takie jak Wasze, czyli próbują działać zawsze po najniższej linii oporu.
Spokojnie. Ewa i Tymek są w pełni zdrowia psychicznego. Nie musicie też wzywać policji, nie więzimy naszych dzieci w pokoju z książką, krzesłem i kubkiem wody.
Dokładnie rok temu wprowadziliśmy dwa zwyczaje, które miały pozwolić „przetrwać” umiejętności czytania w naszych dzieciach przez wakacje. Udało się osiągnąć znaczenie więcej!
Gdzieś w czeluściach Internetu czytałem, że dwumiesięczne wakacje powodują wymazanie wiedzy, którą młodzi ludzie przyswajają minimum przez miesiąc intensywnej nauki. W przypadku naszych dzieci mam wrażenie, że zawsze wspomniane wymazywanie, padało na umiejętność czytania.

Dlaczego zależało nam na “przetrwaniu”?
Zarówno Tymek jak i Ewa są lekko dyslektyczni. Zanim “ukrzyżujecie” rodzica – że wmawia dzieciom choroby, przeczytajcie dalej. Nasze podejście do dysleksji nazwałbym “zdrowym”. Ponieważ borykam się osobiście z dysleksją przez całe życie, nie mając nigdzie taryfy ulgowej – żadnych kwitków, oswoiłem dysleksję tak, że jada mi co rano z ręki 😉 . Zalety dysleksji (bo i takie są) traktujemy jak fajny prezent od losu. Wady dyskleksji, traktujemy jak zaziębienie – jest ono upierdliwe, ale nie jest żadnym usprawiedliwieniem na nierobienie czegoś. Uczymy się zasad ortografii, kujemy na pamięć słowa, które są dla nas “nie do przeskoczenia” i dostajemy regularnie od czasu do czasu słabe stopnie z czytania. Tak było przez całą pierwszą klasę. Teraz jest zupełnie inaczej.
Jako dyslektyk, który w opinii swoich przyjaciół (pozdrawiam Agnieszko!), opanował do perfekcji upierdliwą umiejętność znajdywania błędów w projektach graficznych, tekstach itp, wiem, że dysleksja może być zaletą lub darem a nie usprawiedliwieniem.
Kto nigdy nie miał do czynienia z dysleksją, to w dwóch zdaniach: dyslektyk uczy się tysiąca sposobów jak się uczyć np. robić konkretną rzecz np zapamiętywać, organizować zadania itd. Jednak jak już ją opanuje jest w niej perfekcyjny. Po drugie dyslektyk, to ktoś kto ma potworne uczulenie na słowa, które nie tworzą obrazów w jego mózgu. Jeśli znajdzie takich słów zbyt dużo w jednym zdaniu, jego mózg się „zawiesza” i zaczyna robić ciekawe rzeczy np. podmienia mu literki (takie „d” z „g” to już nagminnie).
Oczywiście odmian dysleksji jest mniej więcej tyle, co odcieni lakierów do paznokci w szafce Ewczana (słowem: duuuuużo) i ma wiele obliczy – kto chce zgłębić trochę temat dysleksji to niech przeczyta książkę „Dar dysleksji” – fantastyczna pozycja dla nie dyslektyków. Pomaga zrozumieć dlaczego takie „the” i „and” w angielskim dla dyslektów nie istnieją i jak tylko będą mogli je pominąć to to zrobią 🙂
Miało być o czytaniu a tu o dysleksji
Wracam więc do tematu. Ewa i Tymek mając wrodzony opór przed czytaniem, jak każdy dyslektyk, więc byli dla nas nie lada wyzwaniem w nauce tej umiejętności. Kiedy załapali już podstawy, trzeba było wymyślić co zrobić, aby chcieli powtarzać i ćwiczyć czytanie. Wpadliśmy na dwa pomysły.
Pomysł 1: Tyle ile czytasz tyle grasz
Jeśli czytasz to grasz na kompie. Warunek jest jeden. Najpierw czytasz 🙂 potem grasz. Ten pomysł zasłyszałem na jednym ze szkoleń z rozwoju osobistego. Okazało się, że działa! Na tą zasadę bardzo dobrze zareagował Tymoteusz. „Wciągnął” w ten sposób już prawie wszystkie części Harrego Pottera. A w te wakacje Tymoteusz, chce przeczytać 3 tomowy cykl “Five Nights at Freddy’s” – taki horror dla młodzieży, na podstawie gry komputerowej – jedna książka ma około 300 stron.

Zasada ta, to niestety lekka forma sterowania. To znaczy jest “kara” i “nagroda”. Jednak jeśli pozwolimy dziecku wybrać książki, które chce czytać to nie ma mowy o karze – książki wciągają :). I tak po pewnym czasie mamy dwie nagrody.
Zależało nam na wytworzeniu nawyku. Czytasz + grasz = dopamina = nawyk. Więcej o tym mechanizmie możecie przeczytać tutaj:
Powiązany temat
Zaczęliśmy od drobnych kroczków 10 min czytania = 20 minut grania. Teraz standardem jest 1h czytania = 1h grania. Jeśli potrzebne jest więcej grania to staramy się aby dodatkowe godziny czytania były przed snem – aby mózg mógł się zrelaksować i odpocząć przed snem.
Cała “buchalteria” godzin przeczytanych i granych jest zapisywana na ścianie w kuchni :).
Pomysł 2: Wspólne czytanie wieczorem
W zeszłym roku pomysł był w trochę mniej zaawansowanej formie niż w bieżącym roku. Rok temu Ewa i Tymek wybierali fragment tekstu do przeczytania na głos przed kolacją. Pomysł nie miał w sobie finezji i nie sprawiał dzieciakom wielkiej radości, choć czytali w miarę chętnie – bo wybierali jakieś śmieszne tekściki.
Update pomysłu
W tym roku rozbudowujemy pomysł. Nowe zasady są mniej więcej takie: każdy z domowników (w tym my) na wieczór musi przygotować jakiś fragment tekstu i go przeczytać na głos. Wspólne czytanie chcemy robić podczas przygotowywania kolacji i ma trochę przypominać terapię grupową w domu wariatów.

Zależy nam na tym aby włączyć w czytanie jak najwięcej emocji. Przykładowo: każdy szuka tekstu w którym może się „wyżyć” – ja uwielbiam odgrywanie różnych postaci głosem – więc wybiorę raczej dialogi. Wiem, że to działa ponieważ kiedyś (przy zupełnie innej okazji) czytałem moim dzieciom “Pana Tadeusza” i były zachwycone 🙂 – popłakały się ze śmiechu. Mój przyjaciel potrafi przeczytać instrukcję parzenia cappuccino tak, że każdy ją zapamięta – po prostu czyta, śpiewa, recytuje. Jeśli macie w domowej biblioteczce tylko Pana Tadeusza, to bez wykrętów 🙂 proszę, macie wszystko co jest potrzebne.
Przeczytane teksty mają też być tematem do rozmowy podczas kolacji. Planujemy również zrobić ranking czytanych tekstów aby wprowadzić trochę grywalizacji do wieczornego czytania. Zasady oceniania są banalne osoby nie czytające oceniają czytającą w skali od 1 do 5 punktów. Na koniec wakacji zrobimy podsumowanie i pomyślimy o wspólnym świętowaniu.
Nauka szybkiego czytania ma sens
W tym roku szkolnym Ewa i Tymek chodzili na dodatkowe zajęcia ogólnorozwojowe z zakresu ciekawych technik pamięciowych, szybkiego czytania, eksperymentów i poznawania otaczającego ich świata w sposób empiryczny. Zajęcia nazywały się “Centrum Wszechświata”.

Z dużym zaskoczeniem i radością przeczytałem w liście do rodziców, że Ewa czyta ze zrozumieniem z szybkością 95 słów na minutę (startowała z poziomu 71 słów na minutę), a Tymoteusz czyta ze zrozumieniem z szybkością 210 słów na minutę (startował z poziomu 160 słów na minutę). Jak dla mnie spektakularne sukcesy <3
Jeśli połączyć z czytaniem emocje…
Jeśli połączymy czytanie z emocjami, dodamy wspólną zabawę, trochę grywalizacji, to możliwe, że wykształcimy w naszych dzieciach, pozytywne skojarzenie dotyczące czytania. Jak wszystko co stare potrzebuje nowego opakowania dla naszych dzieci – niech to będą wspólne emocje. Tak, czytanie na głos, jest szczególnie trudnym wyzwaniem – nawet dla osób dorosłych. Właśnie dlatego warto do czytania dodawać spontaniczność i emocje lub elementy gry aktorskiej 😉
W atmosferze wzajemnej akceptacji i zabawy osiągniemy znacznie więcej niż tylko czytanie. Przeżyjemy wspólnie emocje, które budują relacje w naszej rodzince. W dodatku, jeśli wszyscy będziemy codziennie czytać z naszymi dziećmi, to mocno podbijemy statystki osób czytających wśród dorosłych 🙂 – ku chwale Ojczyzny!





