Zakaz komórek w szkole – to tylko plasterek na ranę, która staje się problemem

Zakazywanie komórek
Coraz częściej czytam, że doskonałym pomysłem będzie wprowadzenie zakazu komórek w szkole. Do tego paru znajomych wspomniało, że mundurki szkolne też byłyby super pomysłem. A to wszystko w imię „równych szans” i braku podziału na „tych bogatszych i biedniejszych”. Czy wszyscy mamy nasze dzieci za idiotów? Czy wierzymy, że tak właśnie działa nasze dorosłe życie? Takie podejście zaczyna stawać się problemem. Jednak wcale nie musi tak być.

Zróbmy prosty eksperyment. Pomyślmy jakie mamy pierwsze skojarzenie z pomysłem: „Od jutra mieszkamy w Korei Północnej”. Powiało grozą? I dobrze. Bo jak słucham niektórych moich znajomych to mam wrażenie, że zaraz dojdziemy do wniosku, że i komunizm był super. Wtedy wszyscy mieliśmy po równo. Te same buty. Te same płaszcze. Nawet to samo w lodówce. Nie ważne co byśmy nie robili, było po równo. A jak mówi moja mama „Dajmy wszystkim po równo. Czyli wszystkim gówno.”

Zakaz komórek
“Kiedyś” wcale nie znaczy lepiej

Lubimy “stare” w nowym opakowaniu

Tylko co to ma do naszych dzieci i zakazu komórek w szkole. Mam przekonanie, że zaczęliśmy jako “rodzice przepracowani” i “rodzice przeciążeni” codziennością, szukać atrakcyjnych haseł. Haseł, które zdejmą z nas dodatkowy ciężar wymyślania rozwiązań problemów, których nie doświadczyliśmy jako dzieci. Chętnie słuchamy populistycznych haseł, które pozwolą nam sprowadzić współczesne czasy, do czegoś co znamy z własnych doświadczeń. Nic dziwnego nasze mózgi uwielbiają znane wzorce. Wiedzą o tym marketingowcy. To dlatego mamy dużo reklam nawiązujących do filmów Barei. Lubimy “stare” w nowym opakowaniu. Ostatnio w sklepie znalazłem gumy Turbo i Hubabuba – oczywiście kupiłem 🙂 .

Jeśli nasze dzieci nie miałyby komórek, to przecież nie byłoby problemów prawda? Czyli wszyscy mają po równo. Tylko czy na pewno?

Zakaz komórek
Nie chodzi o epatowanie przemocą

Jeśli przyjmiemy choćby na chwilę, że całe dzieciństwo naszych dzieci ma być przygotowaniem do dorosłego życia, to dlaczego próbujemy traktować nasze dzieci jak idiotów? Próbujemy je oszukiwać, że życie jest inne niż jest naprawdę. Nie zrozumcie mnie źle. Nie chodzi mi o to, żeby usiąść z drugoklasistą i pokazać mu zdjęcia zmasakrowanych zwłok z wojny i powiedzieć – Świat jest straszny. Oczywiście prawdę trzeba przedstawiać tak aby nasz mały słuchacz umiał ją zrozumieć. Jesteśmy dla naszych dzieci mentorami, którzy mają im pomóc przygotować się jak najlepiej do dorosłego życia.

Jak to wygląda u nas – dorosłych

Zastanówmy się więc jak wygląda to nasze dorosłe życie dzisiaj i czy pasuje do haseł, które tak łatwo wpadają nam w ucho. Na pierwszy ogień sprawdźmy twierdzenie, że brak różnic powoduje brak problemów. Czy w naszej pracy panują przejrzyste zasady, obopólny szacunek i brak różnic?

Weźmy na przykład strój służbowy. Poza nielicznymi wyjątkami nie ma czegoś takiego jak równy ubiór w pracy. Sam pracowałem przez wiele lat w służbie mundurowej (Lasy Państwowe). Można powiedzieć, że właśnie tam idea równego ubioru i braku różnić powinna być spełniona. Nic bardziej błędnego. I w mundurach może być różnorodność przyprawiająca o zawrót głowy. Od mundurów szytych na miarę (przez dobrych krawców), po całą gamę butów – od gumofilców do hi-tec butów z membranami i wyściółką z wełny merynosów. Co dzieje się w „normalnych” firmach i urzędach nawet nie ma co opisywać, bo wszyscy o tym wiemy z naszej codzienności. Tacy jesteśmy w naszym codziennym “prawdziwym dorosłym życiu” – chcemy się wyróżniać i odróżniać od innych, leży to w naszej naturze.

Zakaz komórek
Nawet na tym zdjęciu widać, że Panie chcą podkreślić swoją indywidualność. Zobaczcie co druga z pań mundurowych ma na ręce 😉

Ubiór, ubiorem ale co z naszymi komórkami lub samochodami czy torebkami? Tutaj też nie ma żadnej równości. Bierzemy codziennie udział w jakimś chorym rankingu. Nie tylko nas oceniają ale i my oceniamy innych. Dlaczego? Bo tak pokierowała nami ewolucja. Od początku ocenialiśmy: nieznajomych, przeciwników, zagrożenia, sytuacje. Jednak również dlatego, że tak jest łatwiej. Jeśli chcielibyśmy poznać czyjąś prawdziwą wartość, wymagałoby to wysiłku i czasu, aby go poznać. A nas na to w codziennym zabieganiu zwyczajnie nie stać.

Skoro ustaliliśmy, że nasze „dorosłe” życie ma w sobie nierówności i podziały, pełne jest szufladek, schowków i pudełek, w które „wkładamy” siebie lub naszych znajomych, to dlaczego próbujemy narzucić inne reguły naszym dzieciom? Próbujemy je chronić przed tą prawdą?

Uwierzyliśmy, że ochrona to stworzenie bajkowego świata

W każdym z nas jest silna potrzeba chronienia dzieci przed przykrymi zdarzeniami. To się nazywa rodzicielstwo. Jednak to jak pojmujemy tą ochronę robi dużą różnicę. Czy wolimy wmawiać naszym dzieciom, że otaczający je świat nie ma problemów, niesprawiedliwości a prezenty przynosi Święty Mikołaj (choć i ta teoria się słabo się broni, bo przecież jednym dzieciom Mikołaj przynosi konsole, a drugim drewnianego żołnierzyka – czy to znaczy że nawet Święty Mikołaj kogoś kocha bardziej lub mniej)? Kiedyś uwierzyliśmy, że musimy stworzyć dzieciom idealny bajkowy świat. I bardzo dobrze, jednak do czasu. Dzieci w wieku szkolnym już nie wierzą w Św. Mikołaja.

Może lepiej nauczyć nasze dzieci, jak walczyć o poczucie własnej godności i wartości, które pozwolą im poradzić sobie z wieloma problemami codziennego – prawdziwego życia?

Nasza córka chodzi do drugiej klasy podstawówki. Jak w każdym średnim miasteczku, chodzi do klasy z dziećmi bogatszych rodziców i biedniejszych rodziców. W tym rankingu jest mniej więcej w połowie stawki.

Na początku drugiej klasy dostała od nas smartfona. Nie jakiegoś fantastycznego. Zwyczajnego, pancernego smartfona Hammer polskiej firmy myPhone. Dostaliśmy go za 1zł za przedłużenie najtańszej umowy abonamentowej, więc z pewnością nie jest wiele wart. Pomimo, że osobiście jestem gadżeciarzem i w szufladzie mam dwa używane telefony z logiem jabłuszka, uznaliśmy że jabłuszkowy telefon jest zdecydowanie za drogi dla naszej córki. Główny powodem dania Ewie smartfona była nasza potrzeba kontaktu. Tym bardziej, że miała zacząć samodzielnie wracać po szkole do domu (o samodzielnych powrotach możecie przeczytać poniżej).

Jasne zasady

Podczas dawania jej telefony, oczywiście nakreśliliśmy jasne zasady jego używania. Dodatkowo poświęciliśmy trochę czasu aby wytłumaczyć jej, że dzieci w szkole mają różne telefony i nie ma się porównywać z innymi lub oceniać innych w tym temacie.

Po paru miesiącach, telefon Ewy się „zawieruszył”. Zaginął gdzieś w domu. Było to po jakimś detoksie technologicznym (niedługo opiszę o co w tym detoksie chodzi – dziś w skrócie: co dwa miesiące robimy sobie rodzinny detoks od technologii Zarówno my jak i nasze dzieci odkładamy telefony, tablety, komputery i nie korzystamy z nich – za wyjątkiem pracy). Przeszukaliśmy dom, piwnicę (bo w międzyczasie był remont i było podejrzenie, że wynieśliśmy jej telefon z jakimiś szpargałami). Nie ma. W ramach zastępstwa wyciągnąłem z szuflady starą Nokie.

Muszę przyznać, że ten antyk zrobił na córce wrażenie. Po pierwsze miał fizyczną klawiaturę. Po drugie, ładowało się go raz na pięć dni. A zdjęcia robił tak uroczo „minecraftowe”, że nie trzeba było ich edytować, aby był pikselowate ;).

Zastanawiałem się jak przyjmie to Ewa. Zaskoczyła mnie trochę bo była zachwycona jego innością. No to 1:0 dla nas. Pytanie co powiedzą jej koleżanki i koledzy w szkole.

Zakaz komórek
Hejterzy są wokół nas

Ewa spotykała hejtera

Po pierwszym tygodniu „nokiowego zastępstwa” zapytałem Ewę jak podoba się jej „nowy” telefon w szkole. Ewa chwilę się zastanowiła i powiedziała:

„ – W sumie tato, to tylko jedna koleżanka się ze mnie śmiała. – powiedziała Ewa.
– No i jak się wtedy czułaś? – zapytałem.
– Normalnie. – odpowiedziała Ewa nie przerywając swojego zajęcia, polegającego na ugniataniu mikstury na domowego slaima.
– Nie było Ci przykro? – nie poddawałem się.
– Nie.
– A co mówiła koleżanka jak się z Ciebie śmiała? – podpytywałem.
– No powiedziała, że mój telefon to jakieś gówno, a ona ma super nowoczesny smartfon. I, że jestem głupia, że coś takiego mam.
Potwierdziło się, że dzieci to okrutne bestie 🙂
– I co jej na to odpowiedziałaś? – zapytałem trochę niepewnie.
– No zapytałam, ile kosztował jej telefon. A ona powiedziała, że dwa tysiące złotych. – odpowiedziała Ewa. – A ja jej powiedziałam, że mój telefon kosztował 50 zł – kontynuowała opowiadanie Ewa – i też jest telefonem.
– Fajnie jej powiedziałaś – pochwaliłem córkę, a w środku rozpierała mnie duma – i coś jeszcze jej powiedziałaś?
– No tak. – odpowiedziała z lekkim oporem Ewa – Zapytałam jej kto jest głupszy, czy ona wydając dwa tysiące na telefon, czy ja 50 zł, przecież jedno i drugie robi to samo – dzwoni, a do grania to ja mam komputer.”

Gdybym, przeczytał to na blogu, pomyślałbym że strasznie naciągana ta historyjka. Jednak przysięgam, że to absolutna prawda – tak było 🙂 Z jakiegoś powodu Ewa nie dała się przygnieść czyjąś oceną. Ta ocena spłynęła po niej jak woda po kaczce. Co takiego zrobiliśmy, jako rodzice, że umiała tak dobrze obronić się przed hejtem?

Zacząłem analizować, co najczęściej robimy w komunikacji, z naszymi dziećmi. Wyszło, że powtarzany im do znudzenia kilka rzeczy.

W skrócie:

– kochamy Ciebie bezwarunkowo i to ty kochaj siebie również bezwarunkowo
– nie oceniamy innych bo nie wiemy jaką drogę przeszli w życiu i ty też nie pozwalaj się oceniać
– budujemy filary pewności siebie – 4 razy więcej chwalimy niż poprawiamy
– nie pozwalamy mówić dzieciom “podpędzałek psychologicznych” (szczegóły poniżej)
– nie nadajemy sobie nalepek typu: gapcio, spóźnialska, roztargniona itd. więc i ty tak do siebie nie mów
– razem przeżywamy trudne emocje, dobre też, ale te złe jakoś bardziej

Nie hejtujemy

U nas w domu nie pozwalamy na hejtownie innych. Po prostu nie oceniamy. Ani przy stole, ani w tzw. rozmowach dorosłych. Sami byliśmy tak często oceniani (w większości krytycznie, bo pozwalaliśmy naszym dzieciom przeżywać emocje np. przy sklepowej półce), że powiedzieliśmy sobie, że my nie będziemy komentować naszych znajomych. Nigdy nie wiemy kto jaką drogę przeszedł wcześniej, jaki ciężar życiowy ze sobą niesie i co na końcu wpływa na jego zachowanie. Nasze dzieci nie miały gdzie nauczyć się hejtowania innych.

Nie oceniamy

Każdą próbę oceny innych przez nasze dzieci od razu gasimy w zarodku. Po prostu wtrącamy się w ich rozmowę i zadajemy im trudne pytania w stylu: „Czy wiecie, że zarabianie pieniędzy to trudna umiejętność, którą trzeba ćwiczyć? I, że ktoś jak nie ma kasy to nie znaczy, że jest gorszy?” I zaczynamy dyskusje. Na przykład pytamy je „Czy wiecie, że czy ktoś ma jakieś rzeczy, lub nie ma, nie znaczy że jest gorszy lub lepszy od Was?”, „Czy wiecie, że każdy jest geniuszem, tylko trzeba w nim to znaleźć?”. Zawsze i bezwzględnie reagujemy jak nasze dzieci próbują kogoś oceniać. I nie pozwalamy innym oceniać naszych dzieci. Nie ważne ile tytułów naukowych mają przed nazwiskiem. To wcale nie znaczy, że muszą mieć rację.

Nie krytykujemy

Cztery razy więcej chwalimy niż gasimy. Chwalimy nasze dzieci za wszystko. Podkreślamy, każdą nawet najdrobniejszą rzecz jaką zrobią dobrze. Dzięki temu bardziej uważają aby robić dobrze, niż aby nie robić źle. To buduje ich pewność siebie i wiarę w siebie.

Nie stosujemy trików motywacyjnych

Nie stosujemy „podpędzałek” psychologicznych. Co to są “podpędzałki psychologiczne”? Na przykład nie mówimy nigdy: „Jutro będzie lepiej”, „Następnym razem dasz radę”. W naszym domu jest zakaz mówienia takich rzeczy. Dlaczego? Ponieważ, są one tylko pozornie pozytywne. Niby motywują, a tak na prawdę mówią: „nie masz prawa czegoś zrobić źle” oraz „jutro musisz jeszcze bardziej zapieprzać” a co jeśli zwyczajnie ktoś nie ma już na to siły? Nie dajemy mu wyboru. Wtedy taki delikwent czuje się zmuszony do działania, do tego dochodzi uczucie, że kogoś zawiedliśmy jeśli nie damy rady jutro zrobić czegoś lepiej. Uważamy, że każdy ma prawo do słabości. Dajemy sobie prawo do zmęczenia. A jeśli ktoś jest zmęczony to się nim opiekujemy a potem pomagamy mu zwyciężyć jego słabości.

Emocje przeżywamy razem

Trudne emocje przeżywamy razem. Do końca. Czasem nic nie mówiąc tylko będąc ze sobą razem. Pomagamy sobie wzajemnie te trudne emocje zrozumieć. Wyciągamy wnioski. A przede wszystkim nie nadajemy sobie nalepek na całe życie. Przewróciłeś się? To nie znaczy, że jesteś niezdarny “gapcio”. Po prostu się przewróciłeś. Boli cię kolano, dlatego płaczesz. Może twoje nogi były zmęczone, albo coś odwróciło twoją uwagę i się przewróciłeś. Twoi koledzy nie chcą się z Tobą bawić, porozmawiajmy o tym. Nie dlaczego nie chcą się z Tobą bawić, tylko co czujesz jak nie chcą. Dlaczego to czujesz i czy na pewno wyciągasz właściwe wnioski. Bądź sobą bo my kochamy Ciebie takim jakim jesteś zawsze i bezwarunkowo i tak samo powinieneś kochać siebie. Nigdy nie udajemy, że wszystko jest w porządku jeśli nie jest.

Plasterek na ranę która staje się problemem

Dlaczego uważamy, że zakazywanie i nakazywania jednolitości jest jedynie plasterkiem na ranę która staje się problemem? Bo sztuczne regulowanie czegokolwiek nigdy w historii się nie sprawdziło. Oto przykłady: gospodarka planowa, spowodowała katastrofę gospodarczą i kartkowanie wszystkiego – pamiętacie te kolejki? Zakaz picia alkoholu – rozkwitła przestępczość zorganizowana, z którą nie poradziliśmy sobie do dzisiaj. Można by tak wymieniać bez końca. Ten plasterek zadziała tylko na chwilę, a rana będzie się jątrzyć i może stać się problemem całego społeczeństwa w przyszłości.

Problemem stają się rosnące nierówności we wszystkich społeczeństwach. Mamy wokół siebie ludzi bardzo bogatych i bardzo biednych. Niestety do tego dochodzą nierówności społeczne. Ci bogaci myślą, że mają prawo nie szanować biedniejszych, a Ci biedniejsi uważają, że mają prawo nienawidzić bogatych i wykonywać swoją pracę byle jak w ramach rekompensaty. Ta spirala coraz bardziej się nakręca.

A nasza dzieci są gdzieś w środku tego cyklonu. Jeśli nie nauczymy ich szanowania siebie i innych, nie oceniania, oraz poczucia własnej godności i wartości, wejdą w dorosłym życiu w te chore schematy i będą dalej nakręcać spiralę.

Największy dar jaki możemy dać naszym dzieciom

Chcielibyśmy, żyć w bajkowym świecie. W świecie gdzie zasada „less is more” jest podstawowym prawem ciążenia. Chcielibyśmy żyć w świecie bez złych emocji. Niestety to jest świat bajkowy. Żadne zakazy i nakazy tego świata nie stworzą.

Zakaz komórek
Niech dzieci widzą świat takim jakim jest – nawet przez ekrany telefonów

Największym darem jaki możemy dać naszym dzieciom, jest umiejętność widzenia i rozumienia świata. takim jaki jest naprawdę. Tylko wtedy będą mogły go zmienić. Dlatego dajmy im umiejętność rozumienia własnych emocji oraz umiejętność nie oceniania innych przez pryzmat tego co ten ktoś posiada, tylko jakim jest człowiekiem. Nasze dzieci mogą tych umiejętności nauczyć się od nas, obserwując nas każdego dnia. Jest to bardzo trudne. Jednak ten wysiłek ma sens. Dzięki niemu w przyszłości nie będzie miało znaczenia jakie mamy komórki, oraz w jakiej marce ubrań chodzimy. Prawdziwe znaczenie będzie miało jakimi jesteśmy ludźmi, oraz jakimi ludźmi możemy się stać.

Może Ci się także spodobać
Obowiazki-domowe-ilustracja
Czytaj dalej

Jak skutecznie zachęcić dzieciaki do obowiązków domowych – jedna zasada, która zmieni Wasze życie

Próbowaliście już: proszenia grobowym tonem, grożenia, przekupywania, "podniesionego" głosu oraz szantażu, a pokój dzieci wciąż jest nie posprzątany, śmieci nie wyniesione a pies nie wyprowadzony? My próbowaliśmy chyba wszystkiego i wiemy jedno: to nie działa. Czas wprowadzić jedną zasadę, która być może zmieni Wasze życie, nasze zmieniła.
Czytaj dalej
Jak krzyczeć do dzieci, aby nie odbierały tego osobiście
Czytaj dalej

Jak krzyczeć do dzieci, aby nie odbierały tego osobiście

Po pierwsze, najlepiej nie krzyczeć. I tyle. Jednak z doświadczenia wiemy, że nie zawsze się to udaje. W książce, pani Doroty Zawadzkiej (Super Niania), wyczytaliśmy kiedyś, że ona nie krzyczy na swoje dzieci, tylko krzyczy do swoich dzieci. I to absolutnie zmieniło nasze podejście do tego tematu. Zmiana z „na” na „do” diametralnie zmienia postać rzeczy. Ale jak krzyczeć do swoich dzieci, aby tego nie odbierały osobiście?
Czytaj dalej
Co zrobić aby dzieciaki przez wakacje nie zapomniały jak się czyta
Czytaj dalej

Co zrobić aby dzieciaki przez wakacje nie zapomniały jak się czyta

Ewa i Tymek czytają w wakacje! To zawsze budzi zdziwienie naszych znajomych, którzy są tak jak my, rodzicami najsprytniejszych "łazików" na tej szerokości geograficznej. No to dodajemy wtedy niewinnym głosem: "codzienne". Efekt murowany. Widok opadniętych szczęk, jest bezcenny. Jak zachęciliśmy nasze dzieci do czytania? Emocjami. Poznaj dwa pomysły na powiązanie czytania z emocjami!
Czytaj dalej
Marzenia nie mają granic
Czytaj dalej

Tato, a na urodziny chciałbym… mercedesa

Marzenia naszych dzieci często nas zaskakują. Gdy dzieci mają kilka lat, to akceptujemy te marzenia bezkrytycznie. Jednak gdy zaczynają mieć lat "naście", zaczynamy się niepokoić. No bo jak tu przejść spokojnie nad marzeniem: "Chcę być kasjerem w Biedronce". Niby mamy duży szacunek dla wszystkich kasjerów na Świecie, ale pojawia się niepokój - czy to szczyt marzeń naszych pociech? A co dopiero gdy pojawiają się marzenia z bardzo wysokiej półki?
Czytaj dalej