Czy też macie wrażenie, że drzemią w naszych rodakach geny kolonizatorów? To trochę dziwne, bo Polska nigdy państwem kolonialnym właściwie nie była. Jedynie kilkanaście lat władała wyspami Tobago (więcej o tym fenomenie). Choć w dwudziestoleciu międzywojennym zupełnie poważnie myślano o zakupieniu Madagaskaru na pierwszą polską kolonie zamorską, to kolonizatorami nigdy jednak nie byliśmy.
Skąd w takim razie nasze “kolonizatorskie” zachowania na plażach całego świata, a już w szczególności nad Bałtykiem – nie wiem.
Każdy z nas widział mniej więcej taki obrazek. Na plażę wpada dwójka kolonizatorów. Są niesamowicie zaskoczeni, że nie są pierwsi. Budzi to w nich złość i niezadowolenie. Rozglądają się za najlepszych spłachetkiem lądu, aby rozbić swój pierwszy obóz. Analizują tysiące rzeczy. Jakby nie kombinowali najczęściej wychodzi im, że najlepsze miejsca są już zajęte, więc trzeba rozbić obóz najbliżej jak się da tych co już są na plaży.
Przychodzą. “Ani cześć, ani pocałuj się w d**pę” jak mawiają w moich stronach – wiadomo przecież z wrogami nie ma co się witać. Dlaczego wrogami? Bo tylko wrogowie zajmują najlepsze miejsca. No i kolonizatorzy rozpoczynają podbój plaży obiecanej. Wbijają pale graniczne w postaci swoich parawanów. Robiąc przy tym tyle zamieszania, co tłum klientów Lidla na wyprzedaży. Po podboju czas na zasłużony relaks. “Psssyt”, pierwsze piwko poszło w ruch. Bogu niech będą dzięki! Przecież bez elektrolitów nie ma życia!

Taki obrazek to codzienność. Dochodzą do tego scenki godne filmów Barei taka scenka „rezerwuje leżaczki” jak nic utrzymałby się w Misiu. A to wszystko to jeszcze nic. Level master zaczyna się gdy zabieramy na plaże nasze dzieci.

Wymowne spojrzenia
Każdy rodzić tego doświadczył. Nasze dzieci mogą być najmilsze i najspokojniejsze na świecie i tak zostaniemy poczęstowani „wymownym spojrzeniem”. No dobra najczęściej nie są najmilsze i najspokojniejsze, ale są przecież na wakacjach. Wymowne spojrzenia dostajemy za wszystko: a to piaseczek spod kółek kogoś owiał – skandal, jak to? Na plaży – no way! A to maluszek zakwilił lub rozpłakał się bo akurat postanowił upuścić pary emocjom. Pyk – następne wymowne spojrzenie. Nawet jeśli nic specjalnego się nie dzieje i tak dostajemy spojrzeniem – tak pro forma na zapas. Aż mnie czasem kusi aby je zliczyć. Przypuszczam, że bez 20–30 nie ma co wracać z plaży.

A przecież wszyscy „wymownie patrzący” na nas rodziców powinni patrzeć z wdzięcznością. Dlaczego? Przecież właśnie przywieźliśmy na wypoczynek sponsorów ich emerytur, refundowanych leków, oraz wczasów w sanatorium. A sponsorom jak to sponsorom coś się od życia należy.
Ciocia dobra rada
Im młodsze dziecko mamy ze sobą, tym więcej cioć typu “dobra rada” zgromadzimy wokół siebie. Spotkania z tymi ciociami przypominają mi grę w pokemony. Tylko taką wersję dla rodziców. Jedynie zasady zbierania pokemonów są odwrócone. To nie rodzic je zbiera tylko to pokemony polują na rodziców.
Każda z nich czuje się w obowiązku pogłaskać nasze dziecko. Wrrrr. Każda ma tysiąc pytań: „A czy śpi w nocy?”, „A jaką robi kupkę?” oraz tysiąc porad. Najciekawsze to: „Proszę położyć pieluszkę na namiociku/wózku, ja tak zawsze robiłam i wychowałam Mareczka na takiego fajnego mężczyznę” (nigdy tego nie róbcie!) albo „Moje jak miało roczek to już jadło schabowego”.
Ale i rodzice nie są niewinni. Mam i kilka takich obrazków:
Uwaga, uwaga proszę Państwa mamy zdalnie sterowane dziecko!
Nie ma nic lepszego, jak bezprzewodowi rodzice. Zapatrzeni w komóreczkę, sterują głosowo dziećmi. I tak przez cały dzień słyszymy: „Andżelika, Andżelika nie podchodź do wody! Zobaczysz jak wróci tata to…”, „Brajanek, zostaw ten piasek no zostaw mówiłem!”. Jakby sterowanie głosowe kiedyś na dzieci działało. Nie działa? Spoko, +volume i drzemy się jeszcze bardziej.
Zjazd szantażystów
Serio, myślę że furorę nad polskim morzem, zrobiłyby zajęcia z szantażu. Takie “master class” dla zawodowych szantażystów. Nigdzie nie znajdziecie więcej przykładów jak można szantażować dzieci i warunkować miłość do nich niż nad polskim morzem. Jeden wyjazd i mamy materiał na dwa tomy podręcznika o hejcie i szantażu. Takie „Jak zaraz nie przyjdziesz, to nie będzie lodów” to już klasyka, albo „Jak chcesz to zostań, ja już idę. Zobaczysz zabierze Cię jakiś pan” ale i pojawiają się: „Jak nie zjesz jogurtu to będę się gniewać” oraz „Już mnie nie kochasz. Jakbyś mnie kochał to …(wstawcie co chcecie)”.
I tak oto mamy dwie odwieczne strony konfliktu – jak zło i dobro. Ci co jadą odpocząć z dziećmi i ci co jadą odpocząć od dzieci. Wszyscy spotykają się nad polskim morzem. No i zaczyna być „śmiesznie” choć nie zawsze jest wesoło 😉
Jako rodzice zapominamy, że nie jesteśmy sami na plaży czy nadmorskiej restauracji. Ludzie bez dzieci nie rozumieją, że dzieci to dzieci i kropka.

Rozumiem tych sfrustrowany rodziców. Są zmęczeni. Przyjechali wypocząć a zamiast wypoczynku tak naprawdę mają dodatkowy etat przy pilnowaniu dzieciaków, które „urywały się ze smyczy”. To budzi w nich emocje. Często dość intensywne.
Dlatego właśnie wprowadziliśmy u nas „podwójne wakacje”. Podwójne ponieważ pierwsze wakacje służą do regeneracji rodziców, a drugie do regeneracji dzieci.
Pierwsze wakacje
Odbywają się bez naszych dzieci. Wyjeżdżamy razem lub osobno w miejsca, które sprawiają nam wielką frajdę. Basia uwielbia narty i żagle, więc zbieramy kasę przez cały rok (takie wynagrodzenie rodzicielskie za pracę czasem w szkodliwych warunkach), aby mogła wyjechać sama na narty zimą i na żagle latem. Przez te 5 dni, jest zakaz kontaktowania się z mamą. Dostaje tylko słit focie z tego jak sobie świetnie radzimy bez niej. Aby tacie nie było zbyt “ciężko” 😉 , zawieszamy na ten czas niektóre reguły domowe. Przykładowo: dieta pizzcowa jest uważana w tym okresie za najbardziej zrównoważony sposób żywienia młodych “mrozików”. A sprzątanie i obowiązki domowe wykonujemy jak musimy – bo skończyły się czyste kubeczki.

Doszło do tego, że dzieciaki nie mogą się doczekać wyjazdu mamy 😉 . Przed przyjazdem mamusi umawiamy “panią” aby pomogła nam posprzątać ten cały „syfik” tak aby Basia po powrocie nie żałowała, że wyjechała. Tak samo jest jeśli chodzi o “pierwsze wakacje” taty.
Nie wszystkie słit focie uspokajają mamę 😉
Drugie wakacje
Drugie wakacje są już na luzie. Bez frustracji. Jesteśmy wypoczęci i zregenerowani. Mamy siłę na zajęcie się naszymi dziećmi, tak aby nie przeszkadzały innym i wszyscy miały fantastyczne wakacje.
Drodzy rodzice, pracujemy na potrójnym etacie. Pamiętajmy o sobie. “Jak silnik padnie to auto nie pojedzie”. Dajmy sobie możliwość regeneracji, takiej prawdziwej – pełnej. Szanujmy siebie i naszych współtowarzyszy wypoczynku. Wtedy damy radę przetrwać na wakacjach nad polskim morzem bez komentarzy: „Gdzie pan się pchasz z tym bachorem?”.


















