Zaczyna mi się odbijać oranżadą z komunii jak czytam komentarze pod postami z nurtu anty-czerwono-paskowego. Z końcem bieżącego roku szkolnego, nastała moda na udostępnianie tekstów typu: „życzliwość, empatia, uśmiech, czułość, dobroć, miłość… to świadectwo życia dziecka będzie z czerwonym paskiem miłości”. No i obowiązkowe „świadectwo z czerwonym paskiem nie jest najważniejsze”. Cudownie. Czy my po 50 latach komuny wciąż wierzymy w utopie? Jeśli tak, to parafrazując słowa odezwy PPS ze stycznia 1918 roku: „Rodzice wszystkich krajów łączcie się”, weźcie rozbieg i pieprznijcie głową w najbliższy murek. Może to Was obudzi, zanim będzie za późno dla Waszych dzieci.
Życie pokazuje, że świat nie jest miejscem idealnym dla naszych dzieci. Promując tylko cechy trudno definiowalne, takie jak: życzliwość, empatia, czułość, dobroć, miłość (każdy z nas ma inną definicję tych cech), a zapominając o systematyczności, codziennej pracy, wysiłku uczenia się na pamięć, umiejętności rozumienia otaczającego nas świata (które mają wyraz w ocenach w szkole), umiejętności obrony i radzenia sobie z trudnymi sytuacjami w życiu, tworzymy spore zagrożenie dla naszych dzieci. Wysyłamy do nich “kiepski” komunikat.
Niestety jak mawia mój teść stolarz: “Każdy stół żeby stać potrzebuje przynajmniej trzech punktów podparcia”. Oprócz wrażliwości i miłości, nasze dzieci potrzebują również systematyczności, nauki i rozwoju duchowego, dodałbym jeszcze czwartą nogę: rozwoju fizycznego. Dzisiaj zajmiemy się dwoma pierwszymi “nogami”.
Blogerzy parentingowi jedno – rodzice drugie
Dobre oceny są ważne, jeszcze ważniejsze jest to w jaki sposób nasze dzieci do nich dochodzą i czy potrafią oddzielić je, od oceny własnej wartości. Bo to, że my jako rodzice, często tego nie potrafimy, to wiem na pewno. Co za chora moda nastała, aby wstydzić się bycia dobrym uczniem? Dlaczego doszedłem do wniosku, że zaczyna panować taka moda? Przeczytałem kilkadziesiąt komentarzy pod wpisami parentingowych blogerów.
Blogerzy celnie wytykają rodzicom obsesje “czerwonego paska”, obnażają słabości naszego systemu edukacji, a co my rodzice z tego rozumiemy i promujemy udostępniając chwytliwe memy z serii “czerwony pasek miłości będzie świadectwem życia naszych dzieci”? Mam wrażenie, że najcelniejszym słowem będzie: “usprawiedliwienia”. Niektórzy rodzice idą nawet dalej, wylewając hektolitry słów w komentarzach, próbując sugerować, że czerwony pasek mają dzieci, które nie poradzą sobie w życiu, bo będą przecież pracować dla tych “trójkowych” ze szkolnej ławki. Czerwony pasek zaczyna być synonimem wstydu zarówno dla dzieci jak i dla rodziców.
Czerwony pasek na świadectwie umiera na naszych oczach. Co w tym takiego złego, że dzieciaki, które uczyły się lepiej niż inne są “pierwsze pośród równych”? Myślę, że jakoś byśmy to przeboleli, ale bardziej boli nas jako rodziców, że to my nie dostaliśmy tego czerwonego paska. Przecież tak ciężko pracowaliśmy. Jeśli byśmy go dostali, to byśmy się tym chwalili w każdej rozmowie ze znajomymi.
Wyobrażacie to sobie? Taka rozmowa przez telefon z koleżanką z Ciechocinka:
“- Jaka u Was pogoda?
– Właśnie oglądam zachód słońca. Wiesz taki czerwony i białe chmurki. Zupełnie jak na świadectwie Jasia. A nie mówiłam Ci…?”
Czerwony pasek na świadectwie jest zły tylko wtedy gdy jest on celem rodziców a nie ich dziecka. A w dodatku to jeśli to jedyny cel.
Czerwony pasek nie powinien być jednak celem, który dzieci mają osiągnąć „za każdą cenę” i ich jedynym celem w życiu. Jeśli zrobiły wszystko co mogły ale go nie osiągnęły, to powinny wiedzieć, że wszystko jest ok. Kochajmy je takimi jakie są. Bezwarunkowo. Po prostu się nie udało i nie ma tragedii. Widać w innym miejscu osiągnęły sukces. Jako rodzice powinniśmy umieć im to miejsce wskazać i umieć stawiać przed nimi cele, zarówno te szkolne, jak i te które kształtują ich osobowość.

Dlaczego tak bardzo przyklaskujemy cechom, które są trudno definiowalne? Bo tak jest łatwiej. Każdy z nas ma inną definicję empatii, bycia dobrym, czy wrażliwym. Aby dostać czerwony pasek – trzeba spełnić bardzo konkretne wymagania. Jasne i jedne dla wszystkich. Nie ma miejsca na usprawiedliwienia (choć wiadomo, że Pani z biologii to się uwzięła na naszą córkę…).
Nie zrozumcie mnie źle. Zgadzam się z Wami. System edukacji w Polsce jest kiepski, ale to temat na osobny wpis.
Jesteśmy tacy “antysystemowi”
Mam pokusę napisać, że rozumiem anty-czerwono-paskowych rodziców. To fajnie słyszeć, że oceny nie są najważniejsze. Sami nie mieliśmy zbyt dobrych ocen (w większości przypadków), więc nagle bum! Mamy wytłumaczenie i usprawiedliwienie. Jesteśmy dorosłymi, którzy byli w młodości trendseterami! Przewidzieliśmy ten trend. Wow! Fantastycznie. Jesteśmy tacy „antysystemowi”. Teraz, jako rodzice, też nie daliśmy „ciała”, tylko wychowujemy podobnych sobie geniuszy. Wszystko ok? Tak. Tylko, że nie to powinno być naszym komunikatem dla dzieci. Tak łatwo szukamy dla siebie usprawiedliwień. Mam pokusę aby napisać, że to rozumiem ale nie napiszę bo nie rozumiem.

Wolisz psa czy kota?
Mam pokusę napisać, że chciałbym żyć w świecie psów. Czy zauważyliście, że tak chętnie promowane cechy dla naszych dzieci przy okazji “walki” z czerwonymi paskami (empatia, wrażliwość, miłość itd.), bez towarzystwa innych cech, to cechy pasujące idealnie do opisu domowego psa? Oburzeni? I dobrze! A jak byście opisali kota? Oprócz wszystkiego co przyszło Wam do głowy, to każdy posiadacz kota wie, że to kot pozwala mieszkać człowiekowi w swoim mieszkaniu. Koty są niezależne ale też potrafią okazywać miłość, wrażliwość, empatię i przywiązanie. A jak ktoś z nim zadrze to ma przechlapane. Nasza kotka dachowiec (waga ok 3 kg), spokojnie “ustawia” sobie nasze psisko – ogrzycę (waga 35 kg). Taka jest siła dobrze zrównoważonego i rozwiniętego charakteru. Mam pokusę napisać, że świat psów mi pasuje, ale nie napiszę, bo świat psów zbytnio przypomina mi schronisko, z nieszczęśliwymi mieszkańcami w środku. To jest skakanie z skrajności w skrajność.

Jakimi ludźmi mają być nasze dzieci?
Myślę, że definicja jest bardzo trudna i każdy ma swoją jako rodzic. Jednak powinniśmy podjąć wysiłek jej określenia. To właśnie ona wytyczy dla nas rodzicielskie cele, poza tymi “szkolnymi”. Pozwali nam ona również spojrzeć na nasze dzieci jako “całość”. Nasza jest taka, choć zmienia się ona cały czas:
Chcielibyśmy aby nasze dzieci nie myślały tylko sobą i swoją korzyścią. Aby miały nawyk odnoszenia sukcesów. Były systematyczne i ciągle się rozwijały. By umiały pracować sprytnie i odpoczywać, dbać o siebie aby mieć siłę pracować ciężko, kiedy będzie taka potrzeba. Marzymy o tym, aby umiały rozpoznawać swoje pasje i talenty. Chcielibyśmy aby umiały szukać pomocy gdy coś je przerośnie lub spotka je coś złego. Chcielibyśmy aby umiały bronić siebie i słabszych od siebie. Nawet jeśli to oznacza, że przegrają.. Chcielibyśmy aby były w pełni ludźmi: jeśli trzeba wrażliwymi jeśli trzeba twardymi.
Przestańmy skakać ze skrajności w skrajność, szukając łatwych usprawiedliwień dla siebie. Nie “promujmy” tylko tego co dla nas wygodne. Nasze dzieci są cudowne takie jakie są. Każde z nich jest unikalną mieszanką talentów. Nasze zadanie to nauczyć je jak mają być w pełni dobrymi ludźmi, którzy osiągają to co sobie zamierzą. Potrafiącymi o siebie i innych zadbać. W tej definicji jest miejsce na miłość do siebie i innych, empatię, dobroć, jest też miejsce na skuteczność, właściwe wybory moralne, jest też miejsce na umiejętność bronienia się i szukania pomocy jeśli zajdzie taka potrzeba. Dobrzy ludzie marzą o dobrym świcie, więc śpię spokojnie czekając na przyszłość, którą stworzą nasze dzieci, te z czerwonym paskiem i te bez niego.





