Wczorajsza scena z domowego “zacisza”:
Licówka* otworzyła z rozmachem drzwi do domu. Zerknąłem na zegarek, 3 min po 15:30. Widać, kolejna próba bicia rekordu prędkości województwa wielkopolskiego w terenie zabudowanym, zakończyła się sukcesem. Licówka dojechała do domu.
Rzuciła zwyczajowe “Hej, już jestem!” i śmiałym krokiem skierowała się do pokoju T.E.B.E.T.E.
Przyznaje, odwaga Licówki mi zaimponowała. Wejść do Tego pokoju, bez kombinezonu ochronnego, kropelek na uspokojenie lub przynajmniej “setki” do dezynfekcji zewnętrznej i wewnętrznej, to szaleństwo albo odwaga w najczystszej postaci.
Pokój T.E.B.E.T.E (ang. skrót od Toxic Environment of Basic Evolution of Timothy and Eva), pokój którego-prawdziwej-nazwy-nie-wolno wymawiać, pokój niechybnej śmierci w męczarniach, a przy niesamowitym szczęściu, wieloletniej hospitalizacji na NFZ, dla każdego, kto odważyłby się do niego wejść bez ochrony z choćby zadartą skórką przy paznokciu. Pokoju, który był już 11 lat temu, dowodem prawdziwości teorii Schrödingera – czyli pokoju Ewczana i Tymczana.
Licówka uchyliła drzwi pokoju (normalnie się nie otwierają, bo blokuje je podręczna hurtownia brokatu Ewczana, zamknięta w różnych pudełkach i plecakach – jest gotowa na wypadek nagłej ewakuacji). Podeszła do naszego Egzemplarza Eksperymentalnego nr 2 (Ewaczan jest młodsza do Tymczana) i zadała pytanie wielokrotnie złożone na jednym oddechu:
– Dlaczego jesteś jeszcze w piżamie?, cały dzień siedzisz przed komputerem?, a robiłaś coś innego?
Zaprawdę czysta odwaga albo to drugie…
Ewczan, spokojnym wypraktykowanym ruchem, ściągnęła słuchawki i odpowiedziała krótkim zimnym “nie”. Przy okazji zaciskając usta, tak że przypominały dwie poziome linie narysowane różowym cienkopisem 0,1 mm. Powiało takim chłodem, że mimo czerwca usłyszałem w głowie ryk wiatru wrzeszczącego: winter is coming!
I wtedy mnie olśniło…
…dobra bez przesady, nie olśniło, a poczułem, że rodzi się mała myśl-idea, rodem z PRLu:
“Rodzicu! Nie wal w dzieci swoim słowem jak w bęben!”.
Bo choć pytania Licówki były z rodzaju: słuszne-wychowawcze-dorosłe, to kto lubi, gdy na dzień dobry, dostaje z “liścia” tekstem: “Zadanko ma odrobione? Po co przyszedł?”.
Takie walenie w bęben, to proszenie się o kłopoty. Tymczasem małe kłopoty, ale jak kłopot podrośnie, zgodnie z prawem przyrostu masy z wiekiem, duże kłopoty. Jeśli przyzwyczaimy nasze małe kłopoty do tego, że są zawsze atakowane, to jak podrosną będą się odruchowo bronić, za każdym razem gdy się do nich odezwiemy.
Wyobraźmy sobie taką sytuację.
Jak wszyscy normalni, porządni rodzice, będziemy chcieli takiemu egzemplarzowi zrobić niespodziankę, aby daleko nie szukać: dać na 18-nastkę lambo (skrót od lamborghini, ale ponoć bardziej młodzieżowy, jak powiedział mój przyjaciel, który ma już dwa lambo w stodole – traktory ale zawsze) w kolorze czerwonym. Kupiliśmy co trzeba, kluczyki zapakowaliśmy w pudełeczko i lecimy do naszej pociechy, wręczyć jej prezent. Już wyobrażamy sobie, jak będziemy wyglądać na plaży w Mielnie, dumnie paradując w żółtej koszulce z napisem “Best parents EVER!” a tu… d**a.
Nasz 18-letni niewdzięcznik, bo inaczej go lub jej nie można po prostu nazwać, po otrzymaniu pudełka, zachowa się jak weteran oddziału saperskiego po 5 latach stacjonowania w Afganistanie. Pudełeczko umieści w kuloodpornej skrzyneczce (nie wiadomo skąd ja ma i po co, ale taka skrzynka 18-latkowi z pewnością się przyda) i odchodząc na bezpieczną odległość zdetonuje. Przyzwyczajona, że na dzień dobry zawsze dostaje z “liścia” to i teraz nie ma co ryzykować – w końcu weteran.
Możliwe, że nie ważne jak słusznym wysłannikiem niebios (jako zemsty bożej na tej ziemi) się czujemy, to warto zacząć od: “Cześć Kochanie, co u Ciebie?” a nie od razu walić jak w bęben?
* licówka – (łowiectwo), łania prowadząca chmarę jeleni lud danieli, czuwająca nad bezpieczeństwem chmary. Wybiera kierunek ucieczki w razie niebezpieczeństwa, prowadzi chmarę na żerowisko. Regulamin polowań zabrania strzelania do licówki (choć czasem przyznaje, że kusi).






